poniedziałek, 26 listopada 2018

Przebieg mojej ciąży - pierwsze objawy, dolegliwości ciążowe i jak sobie z nimi radziłam

Ciąża - to jeden z najszczęśliwszych okresów w życiu kobiety, tak właśnie się mówi. Ale czy na pewno jest to w pełni prawdą? Owszem, czeka się na najwspanialsze dzieciątko, które rozwija się w brzuchu matki, ale ciężarna chce aby ten okres jednak jak najszybciej minął.


przebieg ciąży, pierwsze objawy ciąży, dolegliwości ciążowe, jak sobie z nimi radzić, miłość, poród



2 lata po ślubie w końcu nadszedł ten moment, staramy się o dziecko! Myśleliśmy o maleństwu już dużo wcześniej, jednak były pewnie przeciwności losu, które niestety, ale trzeba było przeczekać. W końcu jednak powiedziałam DOŚĆ! Chcę dziecka! Wzięłam się w garść i zrezygnowałam z pewnych ważnych dla mnie spraw. Niestety, nie można mieć wszystkiego czego się chce, a dzidziuś był w tym momencie najważniejszy.

Minął pierwszy miesiąc - nic. Drugi, trzeci - nic. Jeszcze jest czas, nie ma co się martwić. Ale mija miesiąc czwarty, piąty, szósty, siódmy, ósmy... Mówię sobie, że do roku czasu spokojnie mogę czekać na upragnione dwie kreski. Jednak były to tylko słowa, zaczęłam się denerwować i zastanawiać co jest nie tak? Mija miesiąc dziewiąty, i znów czuję bóle w podbrzuszu zapowiadające miesiączkę. Mimo wmawiania sobie, że wszystko jeszcze jest ok, byłam przeokropnie smutna. Zwłaszcza że niedawno dowiedziałam, iż moja przyjaciółka zaszła w ciąże po pierwszej próbie.
Mijają dni, miesiączki jeszcze nie widać. Ok, czasami mi się przeciągał cykl o kilka dni. Przychodzi sobota, dzień chłopaka 2017 roku, byłam pewna, że już tego dnia dostanę miesiączki, w końcu pobolewało mnie podbrzusze. Budzę się rano, mąż już wstał, bolą mnie piersi. Miałam wrażenie, że są strasznie ociężałe, opuchnięte, twarde i jakby lekko mrowiące. Otworzyłam szeroko oczy, "OHO!!!" krzyczę w myślach (jeśli to w ogóle możliwe), cicho wymykam się do ubikacji, łapię za test ciążowy i czekam... TAK! Dwie kreski! (Test ciążowy najlepiej robić w dniu spodziewanej miesiączki z porannego moczu).
Roztrzęsiona podchodzę cicho do męża, który siedzi przed laptopem. Zachodzę go od tyłu, nic nie słyszał. Zasłaniam mu ekran testem. Chwila ciszy. "Żartujesz..." mówi. Ja na to, że nie i się popłakałam ze szczęścia. Taki to właśnie prezent mu ofiarowałam w dzień chłopaka. 😄
Tego dnia objechaliśmy naszych rodziców głosząc dobrą nowinę.


TRYMESTR 1


Pierwsza wizyta u ginekologa. Spodziewałam się, że będzie widać maleńką fasolkę - moje małe Słoneczko. Jednak na USG było widać tylko pęcherzyk i nic więcej. Ciąża potwierdzona, 5 tydzień. Miałam ciągle brać kwas foliowy, nie musiałam brać innych suplementów, aż do ok 20 tygodnia.


Ciąża przebiegała prawidłowo. Byłam bardzo senna, zmęczona tak bardzo, że ledwo stałam na nogach w pracy. Dosłownie człapałam przez korytarze, przechodząc z jednego pokoju do drugiego. Tak bardzo chciałam się położyć. Poranki były fatalne, ale nie ze względu na nudności, nie miałam ich. Ledwo wstawałam z łóżka. Taboret, na którym ciągle przesiadywałam na stałe już zawitał w kuchni, nie byłam w stanie normalnie bez niego funkcjonować. Po paru tygodniach to minęło.


Zaczęłam częściej chodzić do ubikacji i mimo, że brzuch wcale jeszcze mi nie rósł, czułam że spodnie zrobiły się za ciasne. Często dla swojego komfortu musiałam rozpinać guzik w dżinsach. Być może spowodowane było to wzdęciami. Często budziłam się w nocy zmuszona skorzystać z ubikacji i wypić szklankę wody. Dokuczało mi olbrzymie pragnienie. W dzień czasem miałam zawroty głowy, można było wtedy zobaczyć jak chodzę po ścianach.

Byłam przeszczęśliwa, że ominęły mnie poranne mdłości. We wszystkich poradnikach czytałam, że niektórym paniom mdłości w tym okresie (czyli koło 11 tygodnia) już powoli przechodzą. Aż tu pewnego dnia w pracy, kiedy do pokoju przyszła koleżanka po fachu niosąc na talerzu apetycznie wyglądające drugie śniadanie, tak mi ścisnęło żołądek, że o mało nie zwymiotowałam jej pod nogi. Nastał czas okropnych mdłości i nie były one poranne, lecz trwały cały dzień nasilając się falami. Mimo, że chciałam pracować jak najdłużej, nie byłam już w stanie. Przeszkadzały mi zapachy doprowadzając do mdłości. Od teraz pomidorówka pachniała jak surowa wątróbka, a zlew jak śmietnik ze zgniłymi odpadkami. Wystarczyło, że raz wytarłam się ręcznikiem i na drugi dzień ten śmierdział niemiłosiernie zatęchłą szmatą z psiej budy. Do ust napływała mi ślina hektolitrami.

Na mdłości czasem pomocne były głębokie oddechy, pozycja półleżąca (lub leżąca) z głową odchyloną do tyłu oraz spacery na świeżym powietrzu. W pierwszych dniach również wystarczyły 2 gryzy kanapki, parę migdałów, lub zdrowe ciastko owsiane własnej roboty, więc dobrze było zawsze mieć przy sobie coś do przekąszenia. Głód zdecydowanie nasilał nudności. Dolegliwość ta utrzymywała się 2 miesiące. 

Do 12 tygodnia schudłam ponad 2 kg. Potem zaczęło mnie już przybywać, w sumie przybrałam na wadze 13 kg.

Zaczęłam czuć kołatania i nieregularne bicie serca. Było to spowodowane spadkiem poziomu potasu we krwi. Wystarczył jeden banan, kiwi lub pomidor dziennie aby wszystko wróciło do normy (tutaj znajdziecie inne naturalne źródła potasu). Aż do końca ciąży musiałam uzupełniać potas dietą, po porodzie również, ale suplementami.

Pogorszył mi się również wzrok.

Wyniki badań krwi wychodziły mi w porządku. Natomiast złe wyszło pH moczu - zasadowe (prawidłowe jest kwaśne). W tym przypadku usłyszałam radę najgorszą z możliwych: "Należy pić wodę z cytryną". Otóż absolutnie nie! Cytryna ma odczyn kwaśny, ale w organizmie ma silne działanie alkalizujące. Właśnie dlatego pH wyszło nieprawidłowe, ponieważ piłam codziennie rano wodę z cytryną. Wystarczyło z tego zrezygnować i wszystko wróciło do normy. Polecam również żurawinę.


TRYMESTR 2


Do 14 tygodnia ciąża przebiegała prawidłowo, potem zaczęły się problemy. Już podczas krótkich spacerów, coraz bardziej czułam parcie na krocze (nie na pęcherz). Ginekolog stwierdził skrócenie szyjni macicy, groziło mi poronienie. Od tego czasu skończyły się spacery, wchodzenie po schodach, musiałam zrezygnować ze wszelkiego wysiłku fizycznego. Miałam leżeć plackiem. 2 tygodnie później trafiłam do szpitala. Były to akurat Wigilia i Święta Bożego Narodzenia, sale świeciły pustkami. W szpitalu lekarze mieli zdecydować czy założą mi szewek czy pessar, jednak ze względu na świąteczny okres stwierdzono, że jednak puszczą mnie do domu jeszcze przed dostaniem wyników posiewu i podjęciem jakichkolwiek kroków. Lekarz oznajmił, żebym po świętach wróciła, wtedy zdecydują co dalej. Przepustki nie dostałam, ale czemu mam nie zaufać słowu lekarza, który w dodatku miał dobrą opinię wśród pacjentek i wysoką pozycję w szpitalu. Zrobił mnie jednak w jajo. Po świętach wracam, okazuje się, że nikt nic o mnie nie wie, a same wyniki wyszły źle, konieczne było leczenie. Miałam mieć zakładany pessar, lub szewek, a zostałam z niczym, tylko dlatego, że chcieli się mnie pozbyć na święta. Mojemu lekarzowi prowadzącemu było wyraźnie wstyd za kolegę po fachu. Ostatecznie założył mi pessar w swoim prywatnym gabinecie kilka tygodni później.

Zakładanie pessaru podobno jest bezbolesne, tak mnie zapewniał lekarz. Poza tym w szpitalu  leżała ciężarna, której również go zakładano i która nawet nie poczuła kiedy to się stało (zakładał go mój lekarz prowadzący). Niestety ja tego powiedzieć nie mogę. Ból podczas zakładania był tak silny, jakby lekarz miażdżył w swoich dłoniach moje podbrzusze. Jeszcze 3 dni później czułam ból podczas sikania i chodzenia. Z pessarem wiążą się również silne upławy, które są normalne.

W 17 tygodniu zaczęłam wyraźnie czuć ruchy dziecka. Było to lekkie łaskotanie, jakby w brzuchu motylek trzepotał skrzydełkami. Ciągle czułam mdłości, ale już mogłam powoli zacząć normalnie funkcjonować. Byłam też bardzo emocjonalna. Nikt nie mógł przy mnie opowiadać przykrych historii, zwłaszcza o dzieciach i kobietach w ciąży. Serce wtedy mi krwawiło i robiło mi się słabo.

Po 20 tygodniu zaczęłam brać suplement diety (Vita-miner Prenatal + DHA) dla kobiet ciężarnych i karmiących piersią. Mdłości już prawie przeszły (hura!). Zaczęłam źle spać, często budziłam się w nocy nie mogąc później zasnąć. Podobno ćwiczenia poprawiają sen (niestety nie mogłam tego wypróbować, ze względu na zagrożenie poronieniem, a potem przedwczesnym porodem). W nocy musiałam stale przekręcać się z boku na bok, ponieważ zbyt długie leżenie zaczęło powodować ból w biodrach i nogach - rwa kulszowa. Z czasem była coraz silniejsza, aż pod koniec ciąży była tak silna, że wybudzała mnie ze snu i nie dawała spać dalej. Musiałam wtedy trochę pospacerować po pokoju, rozprostować nogi. Pomagała również najzwyklejsza, gruba, ale lekka poduszka włożona między nogi. Można również wypróbować specjalne poduszki dla ciężarnych.

Z czasem włosy przestały mi wypadać, wcześniej, jeszcze przed ciążą, leciały mi garściami. Blisko rozwiązania miałam piękne, mocne i zdrowe włosy. Stan ten utrzymywał się niestety tylko do 10 tygodnia po porodzie.

TRYMESTR 3


Po 30 tygodniu ciąży zdarzało mi się wstawać w nocy coś przekąsić. Czułam wtedy silny głód, przez który nie mogłam zasnąć. Zaczęłam również dostawać zadyszki przy najmniejszym wysiłku, co nie było dziwne przy ostatnio leżącym trybie życia.

36 tygodnia miałam zdjęty pessar. Myślałam, że tej nocy będę zasuwała na porodówkę, ale jednak udało mi się donosić ciążę do 40 tygodnia.

Pod koniec ciąży z zadowoleniem patrzyłam na swój olbrzymi brzuszek bez żadnych rozstępów. Ale niestety gdy przekroczyłam 38 tydzień, z dnia na dzień porobiły mi się delikatne, białe rozstępy wokół pępka przypominające pajęczą siateczkę. Smarowanie kremami nie uchroniło mnie przed tym. Tuż przed porodem porobiły mi się kolejne rozstępy, tym razem większe, bordowe na boczkach.

Czułam i widziałam każdy ruch dziecka. Maleństwo miało również humory. Czasem przez całą dobę gibało się bez wytchnienia, żeby potem przespać prawie cały dzień i noc. Były to momenty stresujące, bo nie wiedziałam czy tylko śpi i odpoczywa, czy może coś się stało. Ale przychodziła 4 rano i budził mnie na chwilę kopniakiem pod żebra, a ja potem zasypiałam spokojna.

W ostatnim tygodniu, kiedy chodziłam do szpitala na KTG, lekarz dyżurny był okropnie zdziwiony, że nie zwijam się z bólu przy skurczach, które już wtedy miałam. Prawie ich nie czułam, były to wyjątkowo silne skurcze przepowiadające. Podczas tych skurczów czułam jakby czyjeś duże ręce ściskały mój brzuch zmniejszając jego objętość i nie były one w ogóle bolesne. Gdyby nie USG byłabym przekonana, że jestem w ciąży bliźniaczej. Mniej więcej znałam położenie maleństwa w brzuszku, wiedziałam gdzie znajduje się główka, gdzie plecki i pupa, gdzie mnie szturcha rączkami i nóżkami, natomiast gdy przychodził skurcz, miałam wrażenie, że jakieś drugie dziecko wypina na mnie tyłek, w miejscu gdzie nie powinno go być. Brzuch robił się wręcz kwadratowy.

Przez całą ciążę nie miałam zgagi. Być może było tak dlatego, że codziennie jadłam migdały, które przy zgadze są pomocne oraz nisko umieszczonym brzuchem

Do szpitala przyjęto mnie w piątek. Podczas obchodu powiedziano mi, żebym nie głaskała brzucha, że jest to nienaturalne wywoływanie skurczów. Można brzuch dotykać, ale nie głaskać. Nie dało się tego nie robić, ręka sama rwała się w tym kierunku. 😉 Na drugi dzień urodziłam (więcej o tym w poście "Jak wyglądał mój poród")

Tak właśnie wyglądała moja ciąża 👶

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

80 sposobów jak żyć bardziej ekologicznie

Ostatnimi czasy zwiększa się nasza świadomość ekologiczna. Na świecie jest źle i nie ma co mydlić sobie oczu, że jest inaczej. Każdy pr...